Krótka historia o śmierci w Istambule

Kto umarł? Stereotyp Turków jako nieuprzejmych kombinatorów, którym nienajlepiej z oczu patrzy. Nieprawda, nawet nie półprawda.  Podczas swojego zaledwie jednodniowego pobytu w Turcji zebraliśmy wystarczająco dowodów, żeby jednoznacznie orzec śmierć  tureckiego stereotypu:

  1. Restauracja w centrum – kelner sympatyczny ponad standard, rekomenduje wegetariańską pitę: Dobra bardzo. Jak Ty nie zjesz, to ja zjem za Ciebie. Serio. Jesteśmy kupieni.
  2. Wyjazd z miasta do Siliviri (droga, która wg nawigacji zajmuje 1h trwa 2,5. Jeśli w Polsce mamy korki, to tam był KOREK). Trochę z nudów a trochę zachęceni reakcjami pozostałych zakorkowanych samochodów na nasze obrandowanie auta i polskie flagi, rozdajemy smycze z logiem wyprawy i ulotki. W odpowiedzi dostajemy zgrzewkę napojów w kartonikach, które kierowca na środku drogi wyjął z bagażnika. Można? Można.
  3. Camping w Silviri – pełny, nie ma dla nas miejsca. Podchodzi do nas Sukran, która pomaga nam znaleźć inne miejsce w okolicy, zbija dla nas cenę do 30 EUR za 5 namiotów i zaprasza do siebie na byrek (tureckie naleśniki), oliwki, kawę i herbatę. Była 23:00. Czyli dla nas noc, dla Turków środek dnia i najlepszy czas na spotkania.
  4. Piątek rano – dzień jak co dzień – pakujemy się, składamy namioty, upychamy co mamy, każdy wg swojej metody (jesteśmy na etapie przekonania, że rzeczy spuchły, bo jakby zajmują coraz więcej miejsca). Podchodzi do nas Zaran, dostajemy wrzątek i miskę mirabelek. Emir reorganizuje pakowanie i zawiaduje logistyką: Ten karton tu? Nie, do bagażnika go! Patrz, a namiot to składa się tak. Emir mówi do nas po swojemu, my po swojemu, a i tak wszyscy wiedzą o co chodzi. Bawi się świetnie i pobija rekord w alkomatowych wynikach.

Na  ten moment Turcja wygrywa tę podróż.