Czego nie ma w Norwegii?

W Norwegii nie ma smogu, nie ma reklamowych wyścigów przy ulicach i w centrach miast, często na dystansie kilkudziesięciu kilometrów nie ma nawet jednego domu, w lecie nie ma nocy, nie ma kombinatorstwa i podejrzeń o nieuczciwe zachowanie, wydaje się, że nie ma kiczu, w metrze nie ma nikogo, kto używałby telefonu bez „aj” w nazwie i prawie nie ma ludzi, którzy nie mówią po angielsku. Co ważne – jadąc przez całą Norwegię z północy na południe przemierza się miejsca w których nie ma nic, poza przyrodą. I co najważniejsze – w Norwegii nie ma czasu, żeby tracić czas.

1-415

 

Całe nasze zauroczenie Norwegią polega głównie na przekonaniu, że to czego tam „nie ma” my na co dzień mamy w nadmiarze.

Krystalicznie czyste powietrze najchętniej zabralibyśmy ze sobą w butelkach, a nieopisanie piękne krajobrazy odtworzylibyśmy w Polsce po powrocie. Z tego naturalnego połączenia płynie jakiś dziwny spokój. Białe plaże i turkusowe fale  Morza Norweskiego, małe skupiska kolorowych domków i gęsto rozstawione żerdzie, na których w sezonie suszą się dorsze, tworzą w głowie obraz podpisany: tu muszę wrócić. Najlepiej na stałe.

Przejechaliśmy przez cały archipelag, czyli ponad 100 km aż do miejscowości na samym końcu o wdzięcznej nazwie Å. Chciałoby się zostać, ale niestety trzeba było powiedzieć B.

1-397

Zarówno na Lofotach, jak i wszędzie w Norwegii spotykaliśmy niezwykle życzliwych ludzi. I to nie było dzieło przypadku czy szczęścia. Każda próba wynegocjowania niższej stawki za nocleg czy prysznic na polu kempingowym, czy nawet w zwykłym sklepie, kończył się sukcesem. Wszystko opierało się na zwyczajnym zaufaniu – deklarujesz, że z pola namiotowego chce skorzystać tyle i tyle osób, płacisz, dostajesz dostęp do łazienek, kuchni, internetu. Po co miałbyś kłamać, kombinować, próbować oszukać? W naszych realiach znalazłoby się kilka odpowiedzi na te pytania. Szczęśliwie, Norwegowie ich nie znają, bo nie muszą.

1-436

Norwegowie nie muszą też obklejać każdej wolnej przestrzeni bannerami reklamowymi i kiczowatymi ozdobami. Dbają o swoją życiową przestrzeń jakby według niepisanego kodu, który wszyscy doskonale rozumieją. Mieszkają w mniej lub bardziej skromnych, czystych, zadbanych domach; w stylu ubierania stronią od krzykliwych kolorów i dziwacznych form. Masowo wybierają konkretne marki i rozmawiają przez konkretne telefony. Czy to źle?

A, i wszyscy mówią tam po angielsku – pan w kiosku, siedemdziesięcioletnia pani z pieskiem, przedszkolak, cała obsługa informacji turystycznej, sprzedawcy we wszystkich sklepach, policjant i kontroler biletów. Co ciekawe, coraz częściej w Norwegii mówią też po polsku 😉

1-502

I chyba wiemy, dlaczego w lecie nad północną Norwegią nie zachodzi słońce. Żeby można było zobaczyć to wszystko, czego brakuje nam po powrocie. To nic, że często jedynie z okna samochodu, bo mimo, że dzień się nie kończyło to czas gonił nieubłaganie mimo, że momentami mieliśmy nadzieję, że stanie w miejscu.