W poszukiwaniu namiotu idealnego…

Wyprawa na Islandię stawiała nam wysokie wymagania w kategorii sprzętu. Dotychczasowe podróże wzbogaciły nas o dobrej klasy śpiwory, maty, kuchenki benzynowe itd. Natomiast na Islandię lecieliśmy samolotem, więc sprzęt poza tym, że musiał być dobry to musiał też być kompaktowy. Tym razem na nic zdały się dwusekundowe namioty. Celowaliśmy w sprzęt, który nie zabierze zbyt wiele miejsca w bagażu rejestrowym, a jednocześnie da radę w bardzo ciężkich warunkach pogodowych wietrznej i deszczowej Islandii.

Szukając sprzętu, najlepiej celować w sprawdzone firmy. Od lat śpimy na matach polskiej firmy Fjord Nansen, przykrywamy się ich śpiworami, a nawet osuszamy się ich ręcznikami. Skoro dotychczas wszystko grało, postanowiliśmy sprawdzić ich namioty. W ramach testu Fjord Nansen wyposażył naszą wyprawę o dwa trzyosobowe namioty – Veig Pro III i Sierra III. Oba modele posiadają zbliżoną wagę ok. 3,5 kg i zajmują na tyle mało miejsca, że każdy z nich zmieścił się w 80-litrowym plecaku obok śpiwora, maty, odzieży i żywności.

Oba namioty parametrami są bardzo zbliżone do siebie, a i w praktycznym użytkowaniu różnic zbytnio nie widać. Oba są w 100% nieprzemakalne, podłogi obu namiotów pomimo częstego spania na żwirowatej nawierzchni nie uległy zniszczeniu, choć Veig Pro zapewnia lepszą izolację od podłoża. Producent podaje w parametrach technicznych, że Veig Pro jest nieznacznie większy, ale nie odczuliśmy tego. Pojemność namiotów, to jeden z podstawowych parametrów, jakimi się kierujemy przy zakupie podobnego sprzętu Możemy śmiało powiedzieć, że w Sierra III przez dwa tygodnie spało trzech dorosłych mężczyzn i naprawdę było ok. Oczywiście o spaniu w trzy osoby plus trzy plecaki 80 litrów można pomarzyć, ale Sierra III jak i Veig Pro III są w środku naprawdę przestronne. 

Błędem było, że przed wyprawą, jeszcze w Polsce, nie spróbowaliśmy namiotów rozłożyć. Niestety pierwsze rozkładanie odbyło się trochę po omacku przy potężnym wietrze i deszczu, który padał z góry, z lewej, prawej i nawet od dołu! Juz wtedy zauważyliśmy pierwsze różnice między  namiotami. Różnice na korzyść modelu Veig Pro, który posiada inteligentniejsze stelaże, które rozkładają się w sumie same. W Sierra stelaż trzeba samemu kawałek po kawałku składać. Czy jest to uciążliwe? Nie, ale jak wieje i leje z każdej strony, to każda sekunda ma znaczenie. Pierwsza doba na Islandii, to pierwsza styczność z białą nocą. Tu plus dla namiotów, ponieważ dość dobrze zacieniają wnętrze, ale na wszelkie wypadek warto zaopatrzyć się w klapki nocne na oczy.

W namiotach Fjorda spędziliśmy czternaście nocy. Przetestowaliśmy je w najcięższych z możliwych warunków jakie tylko można sobie wymyślić wiosną, latem i jesienią. Z nieba często lało się wiadrami. Ani Veig Pro ani Sierra nie przeciekły. Wiało tak mocno i tak głośno, że musieliśmy zakładać nocą zatyczki do uszu, a namioty w żaden sposób się nie uszkodziły.

Chcielibyśmy pisać o samych plusach, ale obiecaliśmy Fjordowi naprawdę szczerą opinię. Nim w ogóle namioty do nas dotarły, od razu wyposażyliśmy się w dodatkowy zestaw stalowych, ciężkich śledzi. Zestaw śledzi, jakie otrzymujemy z namiotami, to lekkie aluminium nadające się świetnie na biwaki, ale niestety nie na kamieniste podłoże Islandii. Dodatkowo śledź musi być solidny, bo nie ma nic gorszego niż wychodzenie w środku nocy i w deszczu mocowanie go na nowo, bo poła namiotu wali o korpus i nie ma szans na sen.

Namiot najlepiej rozkładać… suchymi dłońmi. Przy rozkładaniu praktycznie każdego przychodzi czas, kiedy końce stelaża należy zakotwiczyć w materiale namiotu. W przypadku Veig Pro jak i Sierry trzeba trochę siły, aby napiąć stelaże. Warto aby końcówki stelaży były chropowate, a nie gładkie, ponieważ w deszczu przy mokrych dłoniach nie ma szans na napięcie stelaża i odpowiednie zakotwiczenie w namiocie. Problem pewnie mogą rozwiązać rękawiczki.

Do czego jeszcze możemy się przyczepić? Po rozłożeniu namiotów, wewnętrzną sypialnie montuje się do stelaża i tropiku za pomocą plastikowych klipsów. Niestety jeden klips już pierwszego dnia pękł. Trzeba na to uważać, a z czasem może warto wymienić na klipsy aluminiowe?

O czym jeszcze nie warto wiedzieć?

Oddychalność. Tu oba modele spisują się wzorowo, ale zaznaczamy, że używaliśmy ich raczej w chłodnych warunkach niż upalnych. Natomiast bardzo dużą część namiotu pokrywa siatka, a dodatkowo oba modele mają podwójne wejście, więc z przeciągiem nie ma problemu.

Schnięcie. Jeśli po deszczowej nocy zastajemy mokry tropik, to z obu namiotów się go strzepuje. Tropik sam w sobie nie wilgotnieje. Model Veig Pro teoretycznie ma tropik bardziej odporny na deszcz niż Sierra, ale jak dla nas – oba modele są w 100% nieprzemakalne.

Fartuchy przeciwśnieżne – te dostępne są w modelu Veig Pro i mogą zainteresować kogoś, kto szuka namiotu na zimę. Nie mieliśmy okazji ich przetestować, ale na pewno w deszczową pogodę lepiej aby były, niż aby ich zabrakło.

Szybkość rozkładania – nie biliśmy rekordów, ale przy dobrej organizacji, dwie osoby są w stanie rozłożyć namiot w ok. dwie minuty.

Jak sensownie podsumować nasze doświadczenie z namiotami od Fjorda Nansena? Z jednej strony na rynku mamy dostępne świetne namioty dwusekundowe, z drugiej konkurencję z Aliexpress, a z trzeciej Fjorda. Jeśli nie jedziemy własnym autem, to namioty 2 sekundowe odpadają z powodu gabarytów i kiepskiej jakościowo podłogi. Pozostaje Fjord i azjatycka konkurencja. Wyprawa na Islandię, to drogie przedsięwzięcie. Wyobraźcie sobie, że podróż życia, nagle zaczyna szwankować, bo nocą rozdarł się wam namiot, albo kapie wam na głowę. Dlatego wybraliśmy Fjorda, a jego namioty, to przecież dla nas któryś z kolei wybór. Trafiony wybór.