Zima we Lwowie z Team-from.pl

wla

więc gdybym miał kiedyś urodzić się znów, tylko we Lwowie”

Było tylko kwestią czasu, kiedy ekipa team-from.pl będzie chciała się przekonać na własnej skórze o słuszności słów tej klasycznej piosenki. Podróż była nietypowa, bo tym razem przesiedliśmy się z naszych niezawodnych „kombiaków” do nieco mniej ekskluzywnych ukraińskich autobusów. Wyruszyliśmy w piątek wieczorem, a cel osiągnęliśmy w sobotę rano. Jako ciekawostkę można dodać, że byliśmy jedynymi Polakami na pokładzie. Część ekipy wystartowała z Katowic, część z Krakowa, plus jedna osoba z Warszawy. W busie było przyjemnie ciepło, co stanowiło kontrast do zimowej aury panującej na zewnątrz. Niepokoiło tylko to, że wraz z malejącym dystansem do Lwowa za oknami było coraz zimniej.

PA110153

Miasto przywitało naszą zaspaną po nocnej podróży ekipę pięknym słońcem i przymrozkiem. Niczym niezrażeni udaliśmy w podróż do centrum jedną ze słynnych marszrutek. Nie ma tu biletów, za przejazd płaci się kierowcy. Ze zdziwieniem obserwowaliśmy jak w zatłoczonym busiku wędrowało z ręki do ręki 100 hrywien na bilet. Bilet kosztuje raptem 2-4 hrywny. Co najciekawsze reszta wróciła w całości do właściciela 😉 U nas nie wiem czy by tak było 🙂 Trzeba dodać, że jak tylko wysiedliśmy na dworcu autobusowym to od razu ktoś z miejscowych zaoferował się nam z pomocą. Miły gest.

PA100134

Wysiedliśmy obok słynnej lwowskiej opery. Trafiliśmy na dzień imprez weselnych. Co rusz widzieliśmy fotografujące się przed gmachem młode pary. Nie ma to jak zacząć mroźny dzień do filiżanki ciepłej kawy, która przyśpiesza bieg zmarzłej krwi w żyłach. Do tego oczywiście niezbędne jest słodkie ciastko, które dostarczy energii zziębniętym komórkom całego ciała J W tym celu udaliśmy się do dzielnicy ormiańskiej na klasyczną kawę parzoną w piasku i wspomniane ciastko. Oj już dawno żadna kawa nam tak nie smakowała. Aż żal było wychodzić z pachnącej kawowymi aromatami knajpki. No ale nie było wyjścia, Lwów czekał!

DCIM100GOPROG0034040.

Tutaj niestety czekała nas mniej miła niespodzianka z noclegiem, którego tak jakby nie było. Radzę każdemu, kto jedzie do Lwowa sprawdzić dobrze gdzie ma nocować. Mimo że miejsce było zarezerwowane na jednym z serwisów bookingowych pod podanym numerem telefonu nikt się nie odzywał i mieszkania nie odnaleźliśmy. Na szczęście nie było opłacone wcześniej. Kręcąc się w poszukiwaniu natrafiliśmy nawet na pana, który wynajmował w tym samym miejscu mieszkania. Niestety były już zajęte. Ale podzwonił dla nas „nieporadnych poliaków” po innych miejscach. Hostele w centrum były zajęte w całości. A było nas 7 osób, co sprawy nie ułatwiało. Kiedy w oczy zaczęło nam zaglądać widmo spania na dworcu udało się po odnalezieniu knajpy z wi-fi zamówić pokoje w hostelu niedaleko centrum. Standard nie powalał, ale uwierzcie, że dla nas te pokoje były tak cenne, jak w najdroższym pięciogwiazdkowym luksusowym hotelu. Trochę czasu to wszystko zajęło, ale nie próżnowaliśmy. Udało się poznać smak lokalnego lwowskiego piwa i tzw. kartoszek czyli lokalnej ziemniaczanej wersji fastfoodu z różnym farszem. Pycha 🙂

PA100126

Po krótkim odpoczynku poszliśmy zwiedzać miasto. W planach było dołączenie do zorganizowanej wycieczki, bo jest tam sporo takich możliwości. Od standardowych do mniej oczywistych jak np. wycieczka po dachach Lwowa. Niestety zawirowania z mieszkaniem spowodowały, że nie było na to czasu. Udało się przespacerować po placu obok opery. Zrobiliśmy zakupy na małym pchlim targu. Jeśli chodzi o pamiątki to w oczy rzucił się nam papier toaletowy z podobizną prezydenta Rosji a także wycieraczki z taką samą podobizną. Jak widać Rosja i Rosjanie nie są we Lwowie zbyt popularni 🙂 Będąc tam lepiej nie mówić po rosyjsku, bo może się ktoś nawet na nas obrazić. Lepiej po polsku, bo zdecydowana większość osób nas tam zrozumie bez większego problemu. Zajrzeliśmy do cerkwi Przemieniania Pańskiego. Z zewnątrz wygląda bardziej na klasyczny kościół, zwłaszcza, że na ruinach takowego została zbudowana. W środku odbywał się, jakże by inaczej, ślub. Największa wrażenie wywarła na nas natomiast katedra ormiańska. Budowla wyjątkowa na skalę europejską. Jakże inna od naszych kościołów i setek cerkwi na Ukrainie. To wszystko ładnie symbolizuje wielokulturowość i mieszające się wpływy wielu narodów i religii w tym mieście, i na całych dawnych kresach. Dziś o tym chyba trochę się zapomina. Obowiązkowy był też spacer po lwowskim rynku. Na więcej nie pozwoliły już bolące nogi i zimna aura. Lwów słynie z tzw. tematycznych kawiarni. My byliśmy w takiej stylizowanej na starą pocztę. Herbata z rumem i grzane wino dominowało w naszym menu.

PA100122

Wieczorem odwiedziliśmy znajdujący się praktycznie za ścianą naszego hotelu pub The Gas Station. Knajpka bardziej w amerykańskim stylu z motorami, jako siedziskami przy barze i burgerami w menu. Ale za to atmosferę robił miejscowy bard, który z gitarą akustyczną i szorstkim głosem opowiadał historie o ciężkiej ukraińskiej doli. Nie żeby ktoś z nas znał te teksty, ale wystarczyło się wczuć w ten klimat, a wyobraźnia dopowiedziała resztę 🙂 Po całym dniu biegania po mieście nie było siły na większe imprezowanie i wszyscy udali się grzecznie spać żeby zebrać siły na następny dzień.

PA100149

Był on jeszcze zimniejszy niż poprzedni, co wydawało się już prawie niemożliwe 🙂 Ale team-from.pl to twardzi zawodnicy i zawodniczki, którym nie straszne nawet zimno koła podbiegunowego. Naszym celem był Cmentarz Łyczakowski. Udało nam się tam podpiąć pod polską wycieczkę. Sympatyczny przewodnik ciekawie i konkretnie opowiadał o wybitnych osobowościach pochowanych na cmentarzu. Kulminacyjnym punktem był Cmentarz Orląt Lwowskich. Poznaliśmy wzruszające historię o młodych chłopcach, którzy polegli, aby Lwów był polski. Potem powrót do centrum na coś ciepłego i ostatnie zakupy na drogę.

DCIM100GOPROG0054059.

Niestety czas nas gonił i trzeba było wracać. Lwów to piękne miasto przepełnione sympatycznymi ludźmi i pięknym zabytkami. Na pewno trzeba będzie tam wrócić. Tym razem na dłużej, bo miasto skrywa wiele ciekawych miejsc, do których nie udało się z różnych względów dotrzeć. Ale klimat miasta poznaliśmy bardzo dobrze i bardzo nam się spodobał.

Aleksaner Janas